O Get.Thrifted

O GET.THRIFTED

Historia, która zaczęła się od ubrań.

Każda marka ma swój początek. Nasza nie zaczęła się w biurze, na spotkaniu biznesowym ani od wielkiego planu na przyszłość. Zaczęła się od zwykłego zainteresowania ubraniami, chęci znalezienia czegoś wyjątkowego i przekonania, że dobra moda nie musi kosztować fortuny.

Nazywam się twórcą Get.Thrifted, ale zanim powstała marka, byłem po prostu chłopakiem, który interesował się modą i chciał znaleźć dla siebie dobre ubrania w rozsądnych cenach.

Z czasem to, co początkowo było sposobem na szukanie rzeczy dla siebie, przerodziło się w coś znacznie większego.

Tak zaczęła się historia Get.Thrifted.

Wszystko zaczęło się w moim pokoju.

Miałem 16 lat, chodziłem do szkoły i nie dysponowałem dużym kapitałem. Miałem za to pomysł, trochę odwagi i coraz większą ciekawość świata ubrań vintage oraz streetwearu.

Zauważyłem, jak wysokie potrafią być ceny ubrań, które naprawdę mi się podobały. Zacząłem więc szukać alternatywy. Chciałem znaleźć rzeczy dobrej jakości, z ciekawą historią i charakterem, ale dostępne w cenach, na które więcej osób może sobie pozwolić.

Nie planowałem od razu tworzyć dużej marki. Na początku po prostu szukałem dobrych ubrań. Z czasem zrozumiałem, że to, czego sam szukam, może być przydatne również dla innych.

Pierwsze rzeczy wystawiałem na Vinted. Wszystko robiłem sam, we własnym pokoju. To tam szukałem produktów, przygotowywałem oferty, robiłem zdjęcia, odpowiadałem na wiadomości i pakowałem zamówienia.

Z biegiem czasu ubrań przybywało tak szybko, że w pokoju zostawały mi właściwie tylko ścieżki do łóżka i biurka.

Nie było wielkiego magazynu, gotowego zespołu ani rozbudowanego zaplecza. Była praca, nauka i stopniowe odkrywanie, jak naprawdę wygląda prowadzenie własnego biznesu.

Pierwsze kroki i pierwsze lekcje.

Moja pierwsza sprzedana rzecz to koszulka reprezentacji Brazylii Nike z lat dwutysięcznych. Dla kogoś z zewnątrz mogła być po prostu kolejną koszulką. Dla mnie była początkiem drogi, której wtedy jeszcze nie potrafiłem sobie wyobrazić.

Każda kolejna sprzedaż uczyła mnie czegoś nowego. Musiałem nauczyć się rozpoznawać rzeczy warte uwagi, oceniać ich stan, ustalać ceny i rozumieć, czego szukają klienci.

Łączyłem to wszystko ze szkołą. Zdarzało się, że nawet w trakcie luźniejszej lekcji planowałem wyjazd po towar. Po szkole wracałem do swoich obowiązków związanych ze sprzedażą.

Nie zawsze było łatwo znaleźć czas na wszystko. Prowadzenie sprzedaży wymagało cierpliwości, konsekwencji i podejmowania wielu decyzji, których nikt nie podejmował za mnie.

Z każdym miesiącem coraz lepiej rozumiałem, że nie chodzi wyłącznie o kupowanie i sprzedawanie ubrań. Chodzi o umiejętność znalezienia czegoś wartościowego tam, gdzie inni często nie wiedzą, czego szukać.

Moment, który mógł wszystko zakończyć.

Jednym z najtrudniejszych momentów była blokada konta na Vinted. Włożyłem mnóstwo pracy w rozwijanie sprzedaży, a nagle straciłem dostęp do miejsca, na którym opierała się moja działalność.

Miałem już setki ubrań i nie wiedziałem, co będzie dalej. Byłem przybity, bo za tym kontem stały godziny pracy, poszukiwań, zdjęć, rozmów z klientami i pakowania przesyłek.

Nie chciałem jednak po prostu zaakceptować sytuacji i zrezygnować.

Pisałem kolejne odwołania, próbowałem odzyskać konto i szukałem rozwiązania. Ostatecznie udało mi się je odzyskać. Zamiast potraktować ten moment jako koniec, potraktowałem go jako lekcję.

Zrozumiałem, jak ryzykowne jest budowanie całego biznesu na jednej platformie, nad którą nie ma się pełnej kontroli.

Zacząłem myśleć o czymś własnym. O miejscu, które będę mógł rozwijać na swoich zasadach, w którym sam zdecyduję o wyglądzie, sposobie prezentacji produktów i doświadczeniu klientów.

Ta myśl nie zniknęła.

Z czasem stała się planem na przyszłość.

Nie chodzi tylko o sprzedawanie ubrań.

Zawsze przeszkadzało mi to, jak trudno znaleźć naprawdę dobre rzeczy wśród tysięcy przypadkowych ofert. Trzeba poświęcić mnóstwo czasu na przeglądanie produktów, porównywanie szczegółów i ocenianie, czy dana rzecz jest warta swojej ceny. Do tego dochodzi problem podróbek i ofert, którym nie zawsze można zaufać.

Zacząłem dostrzegać, że problemem nie jest brak ubrań. Problemem jest znalezienie tych właściwych.

Nie każdy ma czas, żeby godzinami szukać ciekawej kurtki, bluzy, spodni czy wyjątkowego elementu vintage. Nie każdy wie, na co zwrócić uwagę i jak ocenić potencjał konkretnego produktu.

Dlatego chciałem stworzyć miejsce, które ułatwi to innym.

Miejsce, w którym nie trzeba przekopywać się przez setki przypadkowych ofert. Miejsce, w którym ktoś już wykonał część tej pracy — znalazł ubranie, ocenił je i zdecydował, że warto pokazać je dalej.

Nie chciałem po prostu sprzedawać więcej. Chciałem pomagać ludziom znajdować lepsze rzeczy.

Nasza filozofia: NOT RANDOM. SELECTED.

Get.Thrifted opiera się na prostej zasadzie: nie wszystko zasługuje na to, żeby trafić do sklepu.

Podczas selekcji zwracam uwagę na markę, krój, materiały, rzadkość i historię danego ubrania. Interesują mnie rzeczy, które mają charakter, wyróżniają się i mogą stać się czymś więcej niż kolejnym elementem garderoby.

Czasami jest to ponadczasowa klasyka. Innym razem nietypowy krój, ciekawy detal, stara kolekcja albo produkt, którego nie da się łatwo zastąpić czymś podobnym.

Nie chodzi o to, żeby mieć wszystkiego jak najwięcej. Chodzi o to, żeby wybierać świadomie.

Chcę, aby każda rzecz oferowana przez Get.Thrifted miała powód, dla którego znalazła się właśnie tutaj.

NOT RANDOM. SELECTED.

Nie przypadkowe ubrania. Rzeczy wybrane z myślą o ludziach, którzy cenią styl, charakter i rozsądne podejście do zakupów.

Oryginalność to podstawa.

Jednym z najważniejszych standardów Get.Thrifted jest autentyczność produktów.

Wiem, jak frustrujące potrafi być szukanie dobrego ubrania i trafianie na oferty, w których trudno odróżnić oryginał od podróbki. Nie chcę, żeby klienci musieli mierzyć się z tym problemem, kupując u mnie.

Dlatego zależy mi na dokładnej kontroli autentyczności. Zwracam uwagę na metki, materiały, szwy, zamki, nadruki, hafty oraz charakterystyczne cechy poszczególnych marek i modeli.

Nie zawsze najłatwiejszą decyzją jest rezygnacja z interesującego produktu. Czasami jednak to właśnie ona jest właściwa.

Jeżeli nie mogę odpowiednio potwierdzić autentyczności rzeczy, nie chcę wprowadzać jej do oferty.

To standard, który chcę utrzymywać niezależnie od skali działalności. Zaufanie buduje się długo, a jedna nieodpowiedzialna decyzja może je zniszczyć.

Od pomysłu do własnego miejsca w internecie.

Przez kolejne lata uczyłem się prowadzenia sprzedaży, poznawałem rynek i rozwijałem własne podejście do selekcji. Z czasem stałem się bardziej cierpliwy, analityczny i przedsiębiorczy.

Zrozumiałem też, że jeśli chcę zbudować coś trwałego, muszę przestać myśleć wyłącznie o pojedynczych transakcjach.

Chciałem stworzyć markę, która będzie miała własną tożsamość, charakter i miejsce w świecie vintage oraz streetwearu.

We wrześniu 2026 roku zacząłem realizować tę wizję, tworząc własny sklep internetowy. Nie miałem dużego doświadczenia w budowaniu stron, ale wiedziałem, jak chcę, żeby wyglądało miejsce, które będzie reprezentować Get.Thrifted.

Dlatego postanowiłem zrobić to sam.

Uczyłem się w trakcie pracy, testowałem rozwiązania i krok po kroku przekładałem swoją wizję na rzeczywistość. Chciałem, żeby sklep nie był tylko katalogiem produktów, ale odzwierciedlał sposób, w jaki myślę o marce.

To kolejny etap tej samej drogi: samodzielne szukanie rozwiązań, uczenie się nowych rzeczy i konsekwentne realizowanie pomysłu, który od początku był dla mnie czymś więcej niż zwykłą sprzedażą.

Co chcę dać ludziom?

Przede wszystkim dostęp do świetnych ubrań w rozsądnych cenach.

Chcę, żeby znalezienie ciekawej rzeczy było prostsze. Żeby klient nie musiał spędzać godzin na przeglądaniu przypadkowych ofert. Żeby mógł wejść do Get.Thrifted, znaleźć coś dla siebie i cieszyć się zakupem.

Nie każdy potrzebuje najnowszej kolekcji z salonu. Czasami najlepsza rzecz to ta, która ma już swoją historię, niepowtarzalny krój albo detal, którego nie znajdziesz w typowej sieciówce.

Właśnie takie ubrania chcę wyszukiwać.

Chcę również, żeby za zakupem szło dobre doświadczenie: przejrzysty opis, rzeczywiste zdjęcia, jasne informacje o stanie produktu i poczucie, że wybór nie był przypadkowy.

Dla mnie sukcesem nie jest wyłącznie moment, w którym klient składa zamówienie.

Sukcesem jest również chwila, w której otwiera paczkę, zakłada kupioną rzecz i cieszy się, że ją znalazł.

To dopiero początek.

Nie chcę, żeby Get.Thrifted pozostało małym sklepem internetowym. Mam znacznie większą wizję.

Chcę zbudować jedną z największych marek vintage, z rozpoznawalnym sklepem internetowym i ogromnym sklepem stacjonarnym. Widzę przestrzeń w industrialnym stylu — miejsce, w którym ubrania, selekcja i klimat tworzą jedną całość.

Nie zwykły sklep, do którego wchodzi się tylko po to, żeby coś kupić. Chcę stworzyć miejsce, w którym samo szukanie i odkrywanie rzeczy będzie częścią doświadczenia.

Miejsce pełne kurtek, bluz, denimu, streetwearu, archiwalnych perełek i produktów, które trudno znaleźć gdzie indziej. Przestrzeń, w której każdy może odkryć coś dla siebie.

Wiem, że taka wizja wymaga czasu, pracy i wielu decyzji. Nie oczekuję, że wszystko wydarzy się od razu.

Wiem natomiast, od czego zacząłem i dlaczego wciąż chcę iść dalej.

Od zainteresowania ubraniami. Od szukania lepszych cen. Od pierwszych sprzedaży i małego pokoju, w którym stopniowo brakowało miejsca na kolejne rzeczy.

Od momentów, w których coś nie wychodziło, i decyzji, żeby mimo wszystko próbować dalej.

Get.Thrifted to dla mnie nie tylko nazwa sklepu. To projekt, który chcę rozwijać na własnych zasadach i który ma z czasem stać się czymś znacznie większym.

To dopiero początek naszej historii.

GET.THRIFTED

NOT RANDOM. SELECTED.

My szukamy. Ty wybierasz.